Listopad 13 2018 16:44:41   
Przetłumacz stronę

Nawigacja
Panele
Artykuły Pliki
 
Transfery
Brak newsów w tej kategorii
Test polskich znaków diakrytycznych: ĄąĘ꯿ŹźĆćÓ󣳌ś
Misje Lato 2006
Misja na Prawobrzeżu 7-13 sierpnia 2006r.

Moja druga misja. Byłam już odważniejsza, znałam niektórych, miałam dwóch liderów w tym jednego z misji w Gryfinie. Na początku odczuwałam całkiem inną atmosferę niż na poprzedniej misji. Tam było tak rodzinnie, tworzyliśmy jedna całość a tutaj było tak "chłodno", nie byliśmy zgrani. Bardzo mi się to nie podobało, chciałam wracać, wydawało mi się, że nic mi nie wychodzi.
Jednak po rozmowie z liderem, a później modlitwa z drugim bardzo mi pomogła. Spojrzałam na to inaczej. Zaczęłam się o to modlić i nie wiem nawet kiedy wszystkie te wątpliwości odeszły. Wszystko, co robiłam "konsultowałam" z Bogiem. Powoli się zmieniało, aż wreszcie poczułam, że jest coraz lepiej, nawet lepiej niż w Gryfinie. Dziękuje Bogu za to że mogłam tam być, za to, że miałam wspaniałych liderów, że poznałam cudownych ludzi i znowu nauczyłam się nowych rzeczy. Mam nadzieje, że Bóg będzie mnie używał w swoim dziele i że się do czegoś przydam.

LIANE W.

Zlot w Wielu 17-23 sierpnia 2006r.

Mój pierwszy raz... ? Na zlot jechałam trochę zmęczona, bo dwa dni wcześniej byłam na misji, ale jechałam bardzo szczęśliwa. Nie wiedziałam jak tam będzie, ale miałam nadzieje, że mi się będzie podobało... No i nie zawiodłam się, chociaż pierwszy dzień nie był zachwycający.
Po długiej podróży zajechaliśmy na miejsce. Jakiś chłopak rozbił nam namiot (bardzo miły człowiek...) i miałyśmy już swój dom - (spałam w namiocie z koleżankami), warunki były "wojskowe" ale przecież jesteśmy Armią Pana!!! Jak już mówiłam, pierwszy i pół drugiego dnia nie podobały mi się. Mówiono mi, że wszyscy tak mają, ale to mnie nie pocieszało. Później już się rozkręciło, wykłady bardzo mi pasowały i nawet z ciekawością ich słuchałam. Nie da się ukryć, ciekawsze niż te niedzielne... Chodziłam na warsztaty taneczne i misyjne. Coś mnie ciągnie do tych misji... W wolnych chwilach chodziliśmy nad jezioro, na lody i takie tam pyszności. Byłam na jednym koncercie, nawet nie wiedziałam, że można się tak dobrze bawić przy chrześcijańskiej muzyce. Oczywiście integrowałam się z ludźmi (najlepiej było wieczorami). Poznałam wiele wspaniałych osób, z którymi mam kontakt do dziś i mam w nich wsparcie. Jestem bardzo zadowolona z tego, że byłam tam, znowu mogłam dowiedzieć się czegoś więcej o Bogu i o sobie. Uświadomiłam sobie, co jest dla mnie najważniejsze. Był to wspaniały czas, który niestety się skończył. Na pożegnanie były łzy szczęścia i smutku.

LIANE W.

W wakacje tego roku (2006)

Miałem możliwość bycia na trzech misjach. Dwie z nich były organizowane przez
"MISJĘ POLSKA" w Gryfinie i Szczecinie (prawobrzeże), natomiast trzecia misja organizowana była z inicjatywy młodzieży ze zboru Betania w Szczecinie. Był to naprawdę błogosławiony czas, gdzie mogłem oglądać działanie Żywego Boga. Nie sądziłem, że będę kiedyś śpiewał na ulicach miasta o Bogu i dla Niego, nie myślałem o tym, że będę rozdawał traktaty, czy przeprowadzał ankiety z obcymi ludźmi. Przez myśl mi nie przeszło, że będę grać w dramach (oczywiście do pewnego czasu). Jeden z punktów regulaminu misyjnego mówił: Lider może poprosić cię o to, byś zrobił coś, czego jeszcze nie robiłeś. Teraz napiszę o misji ze zborem Betania, który organizował wyjazd do wiosek wokół Koszalina.
Była to misja obejmująca zasięgiem swego działania trzy wioski: Kowalki, Pobędzin, Smęcino. Na terenie tych siedlisk miały odbyć półkolonie dla dzieci i młodzieży. Każdy dzień misji był zaplanowany pod względem zajęć z dziećmi. Spotkania organizacyjne i ćwiczenie dram odbywało się parę tygodni przed wyjazdem.
Gdy byliśmy już na miejscu, pierwszego dnia, cieszyłem się widząc zaciekawione twarze dzieci, jak i braci i sióstr ze zboru z Koszalina i okolic. Przeciętny dzień misji był dość pracowity, gdy jedna rzecz się kończyła, zaczynała się zaraz druga. W miarę upływu czasu zaczynałem się zastanawiać czy nadaje się do pracy z dziećmi, ponieważ denerwowałem się gdy musiałem omawiać jakieś zagadnienie na zajęciach. Zastanawiałem się jak przekazać dzieciom to, jaki jest BÓG. Pewnego dnia, a był to dzień 26 lipca , jeden z naszych liderów (Dominik) powiedział żebym poszedł do lasu po kijki do kiełbasek, ponieważ tego dnia robiliśmy ognisko dla ludzi z wioski (w międzyczasie został mi powierzony pierścionek jednej z sióstr z ekipy misyjnej i musiałem go pilnować ). Wraz z kilkoma chłopakami z Kowalek poszliśmy do lasu po kijki, a ja próbowałem powiedzieć im o Jezusie, przychodziły jednak myśli: nie nadajesz się!!!
Gdy już byliśmy w lesie i ścinaliśmy potrzebne gałęzie w pewnym momencie stwierdziłem, że nie mam pierścionka na palcu, chłopaki zaczęli patrzeć to na mnie to na podszycie lasu składające się głównie z mchów i zwiędłych liści, gdzie wypatrzenie pierścionka było rzeczą niemożliwą, po chwili przyszła mi do głowy myśl, że gdybym się pomodlił - zguba zostałaby odnaleziona, byłoby to wspaniałe świadectwo.
Powiedziałem więc: Panowie będę się teraz modlił o to by ten pierścionek się znalazł, ale jeśli nie chcecie, to nie musicie się modlić. Wzniosłem, więc ręce i głos do Boga, przedstawiłem mu problem i poprosiłem Go o pomoc. Po chwili opuściłem ręce, spojrzeliśmy na ziemię ale dalej nic nie było widać. Nagle jeden chłopak schylił się, aby podnieść kij, ku jego i naszemu zdumieniu na gałązce wisiała trawa, a na trawie pierścionek. Trzeba było widzieć miny chłopców, nie da się tego opisać, stali jak wryci i jakby im mowę odebrało. Po chwili jeden z nich krzyknął do kolegi: WIDZIAŁEŚ????? - On pomodlił się i Bóg go wysłuchał!
Dziękowałem Bogu i radowałem się, że wysłuchał mnie. W czwartek, piątek i sobotę robiliśmy ewangelizację kolejno w Smęcinie i Kowalkach. Zaproszone zostały dzieci i ich rodzice, była to łaska od Boga, ponieważ rok temu przyszło mało rodziców, albo nie było ich wcale. Na ewangelizacji mówione były świadectwa, śpiewane pieśni i przedstawiane dramy. Podczas ewangelizacji niektórzy rodzice płakali. W Kowalkach zainteresował się nawet sołtys i przyszedł zobaczyć nasz program. Kilka osób oddało swoje życie Wszechmogącemu Bogu, w tym też i dorośli. Dzieci z poszczególnych wiosek podczas zajęć oddawały życie Panu Jezusowi, modliliśmy się, wtedy o to razem z nimi.
Choć to wszystko co napisałem wygląda może nie tak barwnie ale cały czas toczyliśmy walkę duchową, napełnialiśmy się cały czas na nowo Duchem Świętym, aby być czystymi i godnymi zanoszenia światłości w mroki ciemności. Dziękuję Bogu za tą misję, bo był to dobry czas, gdzie go we właściwy sposób przeżyliśmy.

JAREK P.

WRAŻENIA Z POBYTU NA MISJI W SZCZECINIE...

Z początku nie wiedziałem jak ważną rolę odgrywa w życiu człowieka taka niby zwykła niepozorna misja....A jednak taka misja zmieniła mnie bardzo... Bardzo się umocniłem i z dnia na dzień przełamywałem ten lęk wewnętrzny. Bałem się wyjść na ulicę i głosić Ewangelię Bożą.
Jednak Bóg mnie odmienił i tchnął odwagę w me serce.... Przełamałem ten lęk i wyszedłem na ulice, grałem dramy, śpiewałem, głosiłem itd... Robiłem wszystko to, czego oczekiwał ode mnie Bóg. Po powrocie z misji ze Szczecina świat kręcił się wokół mnie... ale nie obchodziło mnie to, co się wokoło mnie dzieje...
Wystarczyła mi satysfakcja, że mogłem tam być i uczestniczyć w misji i być używanym przez Boga. I mam nadzieję, że jeszcze będę nie raz!!!

KUBA K.

BŁOGOSŁAWIONY CZAS W WIELU

Po długiej i wyczerpującej trasie dotarliśmy do miasta o nazwie WIELE. Na miejscu zakwaterowaliśmy się na polu namiotowym, gdzie było mnóstwo młodzieży. Byli to ludzie prawie z całego świata, w tym z USA, Estonii, Białorusi, Australii itd... Początkowo nikogo tam nie znałem poza garstką osób z Polski, lecz czas zrobił swoje i dziś na telefonie komórkowym oraz na poczcie e-mail brakuje mi pamięci, ponieważ esemesy i listy przychodzą w rożnych językach i z rożnych stron świata, w tym z Polski... Poznałem niesamowitych ludzi o niesamowitych osobowościach... I mimo tego, że każdy jest inny, że był innej narodowości, to wszyscy wierzyli w jednego Boga...Wszyscy chcieli uwierzyć! Czas, który tam spędziłem był niesamowitym czasem! I dziękuję Bogu za to, że mogłem tam być...

KUBA K.
Przejrzyj :
MusicBox3 Logowanie
 
Posłuchaj:
Play
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Losowe fotografie

Reklama
Głos Prześladowanych Chrześcijan

Strona Oficjalna Janusza Bigdy

Strona Główna Kościoła Zielonoświątkowego w Polsce

Kościół Zielonoświątkowy Zbór "FILADELFIA" w Bielsku-Białej

Kościół Zielonoświątkowy w Polsce OKRĘG POŁUDNIOWY

Ewangelia.com

Radio Chrześcijanin

Miesięcznik Kościoła Zielonoświątkowego w Polsce

Statystyki reklamowe

free counters
© 2001 by K.Z.Police modified 10.15.2009  WebDesign by Wiesł@w Bystrzycki

Powered by PHP-Fusion copyright © 2002 - 2018 by Nick Jones.
Released as free software without warranties under GNU Affero GPL v3.
Aero7Theme modified by wieslawb1960
Wygenerowano w sekund: 0.04 10,901,182 wizyta